Nawet nie wiem kiedy minął styczeń. Kiedy minęły świeta i sylwester. O matko, jak ten czas leci…
Wigilię spędziliśmy u moich rodziców, było gwarno i wesoło ale jakoś tak mało świątecznie. Była choinka, był karp ale zabrakło kolęd śpiewanych przy stole, zabrakło modlitwy przed posiłkiem… zabrakło mojego dziadka, który potrafił o to zadbać mimo swoich 90 lat. Zmarł w maju i te pierwsze świeta bez niego było smutne, inne … bez “zapachu” świąt. Szkoda. Szybkie jedzenie posiłku, bo mój brat z żoną i dzieckiem musieli jechać jeszcze do drugich rodziców na wigilię. Szybkie rozpakowywanie prezentów. Nawet zdjęć porządnych nie ma… Zabrakło spokoju i wyciszenia.
Pierwszy dzień Świa spędziliśmy tylko we czworo w swoim małym gronie. Było cudownie, ciepło i bardzo rodzinnie. W przyszłym roku chyba chciałabym zrobić własną wigilię z własnymi tradycjami. Chyba zacznę już w przyszłym miesiacu robić wigilijne potrawy i będę mrozić by się ze wszystkim wyrobić
. Dzień minął nam na wspólnym rozpakowywaniu prezentów, na zabawie z dziećmi, na rozmowach. Fajny dzień.
Natomiast w drugi dzień świąt przyjechał teść, dziadek Lenki i Iwo. Też było miło. Fajnie że przyjechał.
Styczeń minął zbyt szybko. Ale dobrze że minął, bliżej wiosna
Lenko, dajesz nam czadu ostatnio. Na szczęście jest tego już coraz mniej. Uspakajasz się i zaczynasz coraz wiecej mówić. Są to pojedyncze słowa na razie, ale jest już coraz fajniej. “Mama” i “tata” to mówisz już od dawna. Doszły ostatnio: - dziadzia, - baba, - ciocia, - czyta, - mniam mniam (że chcesz jeść), - psi (śpi), - dzidzia, - ty (tak mówisz o sobie).
A nasza dzisiejsza wymiana zdań:
- Lenko, kto to zepsuł?
- Kto to? Kto to? Zepsiuł?
- No ale kto to zepsuł?
- Kto to? Ty (i pokazujesz na siebie)
:)
i jak tu się na Ciebie gniewać.
Od trzech dni przesypiasz znów całe noce. Budzisz się o 6:00. Matko, jaki to komfort po ostatnich miesiacach, kiedy to potrafiłaś się budzić 2 razy w nocy i chciałaś jeść. Dziś też się obudziłaś o 1:00, ale powiedziałam Ci, że nie dostaniesz jedzenia bo przecież już ostatnio nie jadasz w nocy i jest dobrze. Przytuliłaś się do mnie i oczka Ci się zamknęły. Karmiłam wtedy Iwo i głaskałam Cię po głowie. Rozbudziłaś się, jak odkładałam Iwo do łóżeczka. Wzięłam Cię na ręce, zaniosłam do Twojego pokoju. Usnęłaś w ciągu 5 minut. Wiec dobrze zrobiłam, że nie dałam Ci jeść w nocy… wcale tego nie potrzebowałaś. :)) Kocham Cię mój urwisie :))
Iwo,
potrafisz nas rozbroić swoim chichotaniem w głos, swoim uśmiechem na dzień dobry. Budzisz się, otwierasz oczy i jak ktoś zajrzy do Ciebie to Ty obdarzasz go ślicznym, szerokim, bezzębnym uśmiechem. Chwytasz za serce.
Potrafisz już mocno i stabilnie trzymać główkę.
Potrafisz z leżenia na brzuszku przekręcić się na plecki.
No i ważysz prawie 9kg, jesteś większy niż Lena w Twoim wieku. Jak prawdziwy facet
Ostatnio musiałam wyjść z domu i nie było mnie 5 godzin. Ściągnęłam dla Ciebie mleko i miałeś je dostać po 3 godzinach od mojego wyjścia. Za nic nie chciałeś jeść z butli. Płakałeś ale nie chciałeś. W końcu poszedłeś spać i obudziłeś się tuż przed moim powrotem. Jak chciałam Ci dać to swoje mleko z butli to tak strasznie płakałeś, takie łzy leciały z Twoich oczu, że nie miałam serca Cię katować butelką. Ale Ty chłopie nie możesz tak się zachowywać… Matka musi mieć trochę luzu a nie co 3 godziny z cycem lecieć. Potrenujemy, co? Pouczymy się jedzenia z butli, co?
Kocham Was moje dzieciaki.
Za nami trudny tydzień, tydzień gdzie byliśmy tylko we troje. Ale dziś wreszcie wraca Wasz Tato. I Wy stęskniliście się za nim (to widzę szczególnie po Lence, która ma chwile że jest smutka i przygaszona) ale i tato stęsknił się za Wami. Ile razy dzwonił tyle razy pytał: jak moje dzieciaki?